Powyżej znajdziesz film autora, który pokazuje ten sprzęt w akcji. Warto zobaczyć, zanim albo po tym, jak przeczytasz.
OpenAI kojarzymy z oprogramowaniem. ChatGPT, modele językowe, okno czatu, w którym piszemy i dostajemy odpowiedź. Dlatego ich najnowsza premiera jest lekko zaskakująca, bo to nie kolejny model, tylko fizyczne urządzenie. Coś, co można wziąć do ręki i postawić obok klawiatury.
Nazywa się Codex Micro. Kosztuje 230 dolarów i cały nakład rozszedł się w kilka godzin. Chcę Ci dziś opowiedzieć, czym to właściwie jest, do czego się przyda, do czego zupełnie nie, i czy w ogóle ma to sens. Bez owijania.
Skąd pomysł na taki sprzęt
Kiedy zaczynamy pracować z agentami AI, szybko zauważamy pewną zmianę. Kod czy tekst powstaje sam, ale pojawia się nowe zadanie: trzeba tymi agentami zarządzać.
Wyobraź sobie kilku pomocników pracujących równolegle. Jeden pisze program, drugi testuje aplikację, trzeci analizuje dane, czwarty czeka na Twoją decyzję. Każdy w osobnym oknie. I nagle okazuje się, że najwięcej czasu tracisz nie na myślenie, tylko na przełączanie zakładek, klikanie „Zezwól„, „Odrzuć” i szukanie tego agenta, który akurat czeka.
W branży zaczyna się o tym mówić jako o wąskim gardle zatwierdzeń. Im więcej AI robi za nas, tym więcej naszej uwagi zjada samo zarządzanie tym procesem. Codex Micro to jedna z prób odpowiedzi na to zjawisko. Zamiast klikać myszką po ekranie, dostajesz dedykowany panel do sterowania.
Co to właściwie jest?
Urządzenie powstało we współpracy z Work Louder, niszową kanadyjską marką, która od lat robi minimalistyczne klawiatury i kontrolery dla montażystów oraz muzyków. Wygląda jak niewielki panel, trochę jak pad, trochę jak konsola.
Ma sześć podświetlanych przycisków, z których każdy odpowiada jednemu agentowi. Kolor pokazuje status na żywo: zielony oznacza pracę, żółty czekanie na Twoją decyzję, czerwony błąd. Trochę jak deska rozdzielcza w samochodzie, na którą zerkasz kątem oka.
Do tego joystick do przełączania się między agentami, pokrętło do regulowania tego, jak głęboko model ma się zastanowić nad odpowiedzią, przycisk do wydawania komend głosowych oraz dwa dedykowane przyciski: zatwierdź i odrzuć. Agent proponuje zmianę, Ty jednym ruchem mówisz „tak” albo „nie”. W sumie trzynaście przycisków, ściśle zintegrowanych z aplikacją ChatGPT na komputer.
Nie przyda się – do czego?
Jeśli korzystasz z ChatGPT klasycznie, czyli piszesz pytanie i czytasz odpowiedź, to urządzenie nic Ci nie da. Sterowanie jednym agentem to proces liniowy, do którego klawiatura w zupełności wystarcza. Panel z sześcioma statusami ma sens dopiero wtedy, gdy tych agentów faktycznie jest kilku i działają równolegle.
Warto też powiedzieć wprost: 230 dolarów za trzynaście przycisków to sporo. Podobne skróty ustawisz sobie na dużo tańszym makropadzie i kilku minutach konfiguracji. Codex Micro jest drogi, limitowany i działa wyłącznie z ChatGPT. Dla większości ludzi jest to dziś raczej ciekawostka niż narzędzie pracy.
Naprawdę warto?
Czy warto
Zależy, kim jesteś. Jako produkt dla przeciętnego użytkownika, nie. Jako sygnał tego, dokąd zmierza praca z AI, zdecydowanie tak.
OpenAI nie jest firmą, która robi rzeczy przypadkiem. Jeśli inwestuje czas i pieniądze w fizyczny sprzęt do sterowania agentami, to dlatego, że widzi w tym kierunek. Praca z wieloma agentami naraz przestaje być ciekawostką dla nielicznych, a zaczyna być czymś, na co warto się przygotować. Sam fakt, że taki produkt powstał, mówi o przyszłości więcej niż niejedna zapowiedź nowego modelu.
I tu pojawia się pytanie, które warto sobie zadać spokojnie, bez emocji. Czy widzimy sens w tym, żeby oddawać AI coraz więcej samodzielności, skoro równocześnie musimy budować fizyczne panele do jej nadzorowania? Czy mamy pewność, że nadążamy z kontrolą nad czymś, co działa coraz bardziej samo? To nie jest powód do niepokoju, raczej dobre pytanie, które warto trzymać z tyłu głowy, obserwując, jak to się rozwija.
Na koniec
Historia komputerów to w dużej mierze historia tego, jak uczymy się z nimi rozmawiać. Były karty perforowane, potem komendy w czarnym oknie, potem mysz, z której wielu się śmiało, potem dotyk i głos. Za każdym razem nowy sposób sterowania na początku wydawał się zbędny, a po kilku latach stawał się oczywisty.
Możliwe, że Codex Micro to jeden z takich kroków. Możliwe też, że za rok będzie kolekcjonerską ciekawostką na półce entuzjastów. Ja stawiam gdzieś pośrodku i szczerze mnie ciekawi, w którą stronę to pójdzie.
A Ty jak to widzisz? Ma to dla Ciebie sens, czy raczej wygląda na drogi gadżet? Ciekawi mnie Twoje zdanie, więc jeśli masz przemyślenia, śmiało podziel się nimi w komentarzu.

