Są rzeczy, które przez lata żyły tylko na ekranie kina. Roboty walczące na arenie na oczach tłumu to był świat „Gigantów ze stali” z Hugh Jackmanem albo jednej z wcześniejszych scen z „Terminatora”. Fajne, widowiskowe, ale bezpiecznie odległe.
16 lipca 2026 roku, w Shenzhen, ten obraz przestał być fikcją. W hali Nanshan Cultural and Sports Center odbyła się pierwsza gala ligi, w której humanoidalne roboty biją się ze sobą w oktagonie w stylu MMA. I zanim pomyślisz „no dobra, kolejne BattleBots”, uprzedzę: to coś zupełnie innego.
Co tu się odp…
Dotychczasowe walki robotów, które mogłeś kojarzyć, to były głównie jeżdżące maszyny z piłami i młotami. Skrzynie na kołach, które taranowały się nawzajem. Tutaj mamy roboty humanoidalne, czyli stojące na dwóch nogach, z rękami, wyprowadzające ciosy pięściami, kopnięcia z wysokiej nogi, robiące uniki, tracące równowagę i wstające z powrotem. Bardziej przypomina to trening sztuk walki niż zawody techniczne.
Momentem, który obiegł internet, była walka robota o nazwie White Eagle z maszyną Matador. White Eagle wyprowadził tak potężne kopnięcie w głowę, że głowa przeciwnika została fizycznie odtrącona. I tu pojawia się szczegół, który zrobił z tego sensację. Matador przez chwilę walczył dalej. Bez głowy. Dało się to zrobić, bo jego główny komputer i zasilanie nie siedzą w głowie, tylko w klatce piersiowej. Głowa okazała się w dużej mierze elementem, którego utrata nie odcina od razu zasilania.
Brzmi jak scena z filmu, a wydarzyło się naprawdę.
Kto wpadł na ten pomysł?
Organizatorem jest chińska firma robotyczna EngineAI, w Chinach znana jako Zhongqing Robotics. Liga nazywa się URKL, czyli Ultimate Robot Knock-out Legend. W rozgrywkach bierze udział 32 zespoły z całego świata, reprezentujące uniwersytety, start-upy i instytuty badawcze. Pierwsze rundy odbyły się latem, kolejne etapy zaplanowano na jesień, a wielki finał na koniec 2026 roku.
Na galę otwarcia zaproszono zresztą gościa, który idealnie pasuje do klimatu. Pojawił się Donnie Yen, aktor i gwiazda kina sztuk walki, znany z serii „Ip Man” oraz „Johna Wicka 4″. Detal, ale pokazuje, że twórcy dobrze rozumieli, że robią wydarzenie popkulturowe, a nie tylko techniczny pokaz.
Dlaczego wszyscy walczą na tym samym robocie
To jest część, która najbardziej mnie zaciekawiła. Żeby rywalizacja była uczciwa, organizatorzy wprowadzili zasadę jednolitego sprzętu. Wszyscy zawodnicy dostają identyczną maszynę: model EngineAI T800.
Nazwa nie jest przypadkowa i trudno nie uśmiechnąć się pod nosem. T-800 to przecież model terminatora z filmów z Arnoldem Schwarzeneggerem. Sam robot ma około 1,73 metra wzrostu i waży 75 do 85 kilogramów, czyli mniej więcej tyle co dorosły człowiek. Ma 29 stopni swobody ruchu i przeguby generujące spory moment obrotowy, co pozwala mu na dynamiczne, ludzkie ruchy.
Co ciekawe – przeguby są tym na czym rynek robotów AI opiera się aktualnie.
Szacuje się że ponad 75% kasy, którą wkłada się w robota – to przeguby, rotatory…
Skoro sprzęt jest identyczny dla każdego, to o wygranej nie decyduje lepszy silnik ani mocniejsza konstrukcja. Decyduje wyłącznie kod. Algorytmy uczenia przez wzmacnianie, sterowanie ruchem, utrzymywanie równowagi, reakcja na uderzenie. Zasada brzmi „jednolity hardware plus autorskie algorytmy”. W praktyce to zawody programistów, tylko rozgrywane pięściami robotów.
Mają rozmach
Można machnąć ręką i powiedzieć, że to cyrk dla widzów. Ale pod spodem dzieje się kilka rzeczy, które mają realny sens.
Po pierwsze, to ekstremalny test wytrzymałości. Silniki, przekładnie, czujniki i żyroskopy dostają w klatce takie przeciążenia, upadki i zderzenia, jakich w laboratorium nie da się porządnie odwzorować. Walka to najbrutalniejszy możliwy poligon.
Po drugie, to rozwój tak zwanej wcielonej sztucznej inteligencji, czyli embodied AI. Algorytm musi podejmować decyzje ruchowe w czasie rzeczywistym, jednocześnie utrzymując równowagę i reagując na to, co robi przeciwnik. To zupełnie inne zadanie niż generowanie tekstu w czacie. Tutaj AI ma ciało i to ciało może się przewrócić.
Po trzecie, i tego nikt nie ukrywa, to wielka wizytówka chińskiego sektora robotyki. Pokaz siły, który mówi światu, gdzie ten kraj jest z komercyjnymi humanoidami.
Kto bierze za to siano
Uwaga, tu się zdziwiłem:
Pula nagród dla zwycięskich zespołów to łącznie 10 milionów yuanów, czyli w przybliżeniu 5,5 miliona złotych. EngineAI zyskuje globalny rozgłos i sprzedaje swoje platformy T800 uczelniom oraz partnerom, budując wokół nich cały ekosystem. Sponsorzy technologiczni i miasto Shenzhen wspierają rozwój lokalnego hubu robotycznego. A twórcy internetowi, których nagrania obejrzały miliony ludzi, robią zasięgi i przychody z reklam.
Krótko mówiąc, każdy w tym łańcuchu ma swój interes i to całkiem zdrowy model.
Tylko czy starczy na nowe części?
Pomyślmy na spokonie…
Jest w tym wszystkim jeden wątek, który warto rozważyć bez emocji. Część ruchów robotów w URKL jest sterowana autonomicznie przez algorytmy, ale część bywa wspierana przez teleoperację albo przechwytywanie ruchu człowieka. To otwiera ciekawe pytanie: czy oglądamy starcie samodzielnych algorytmów AI, czy raczej nowy rodzaj e-sportu, w którym za maszyną wciąż stoi człowiek?
Odpowiedź nie jest oczywista i pewnie na razie leży gdzieś pośrodku. Ale to dobre pytanie, żeby mieć je z tyłu głowy, bo od niego zależy, jak w ogóle powinniśmy patrzeć na takie widowiska. Jako na sport przyszłości, jako na laboratorium, czy jako na jedno i drugie naraz.
Ciekawa jest też sama modułowość tych maszyn. To, że Matador walczył dalej po utracie głowy, nie było efektem specjalnym, tylko konsekwencją tego, jak zbudowany jest współczesny robot. Mózg i zasilanie w torsie, głowa głównie jako zestaw czujników.
Trochę to zmienia intuicję, którą wynieśliśmy z filmów, gdzie trafienie w głowę zawsze kończy sprawę.
Na koniec
Lubię takie momenty, w których scena znana z kina po cichu przechodzi do rzeczywistości. Jeszcze niedawno roboty boksujące się na arenie były czystą fantazją z „Gigantów ze stali”. Dziś jest to liga z 32 zespołami, pulą nagród i galą, na której siedzi Donnie Yen.
Nie wiem, czy URKL zostanie z nami na lata, czy okaże się jednorazową sensacją. Ale jako obraz tego, jak szybko robotyka i AI wychodzą z laboratoriów na arenę, jest to widok, który zapada w pamięć.
—
A Ty jak to odbierasz?
Widzisz w tym sport przyszłości, poważny poligon dla technologii, a może po prostu efektowny pokaz? Ciekawi mnie Twoje zdanie, więc jeśli masz przemyślenia, śmiało zostaw je w komentarzu.

